język | wybór strony | obecna wystawa | byłe wystawy | nowości

księga gości | o galerii | o właścicielu galerii | linki | logowanie | kontakt


13.07.2010, 22:59
Sam wyjezdzajac, wszystkim moim gosciom zycze duzo slonca na wakacjach. 15 sierpnia wystawiam Alfreda Kubina. Zapraszam.
Wyślij komentarz

21.06.2010, 21:32
Podczas pobytu w Polsce, z ktorego powrocilem wczoraj, powierzylem aktorowi, Zygmuntowi Malanowiczowi, moja ksiazke "Zmagania o Beksinskiego" z prosba by nagral na plytce CD jej glosna lekture. Bowiem juz jakis czas temu kilku mlodych malarzy sugerowalo mi bym udzwiekowil ksiazke, co pozwolillo by im sluchac jej w czasie pracy. Pierwsze proby wyszly dobrze. Jesli calosc okaze sie zadawalajaca, mysle powtorzyc to doswiadczenie z korespondencja jaka wymienilem z Beksinskim.

Jednoczesnie z calej bibliografii o Beksinskim zamieszczonej w moim wirtualnym Muzeum wyodrebnilem wszystkie jego wywiady, tak by czytelnik nie musial mozolnie doszukiwac sie ich w masie publikacji ktore sie tam znajduja. Poniewaz owe wywiady byly malo czytelne, bo skanowane z fotokopii stron czasopism w ktorych sie ukazaly, obarczylem sekretarke przepisaniem ich wszystkich duzym, wyraznym drukiem tak by ich lektura nie przysparzala juz niepotrzebnych trudnosci.

Zarowno lektura na glos ksiazki, jak i publikacja wywiadow w nowej, latwiejszej do konsultacji i do czytania formie pojawia sie na mojej stronie internetowej pod koniec tego roku.
Wyślij komentarz

22.05.2010, 20:55
Japonskie wydawnictwo, o francuskiej nazwie "Treveille", wydalo w tym tygodniu, po japonsku i po angielsku, nowy album prac Beksinskiego (fotografie i obrazy). To samo wydawnictwo przygotowuje nastepny album, poswiecony tym razem rysunkom. Ukaze sie on za dwa do trzech miesiecy. Jest to juz 17 (i zapowiedz 18ego) album poswiecony Mistrzowi (w tym albumy amerykanski, juz istniejacy poprzednio jeden album japonski, polskie, francuskie, niemieckie i koreanskie). Po niedawno wydanych, bardzo udanych dwoch albumach czestochowskiej Miejskiej Galerii Sztuki jest to szybko nastepujacy, nastepny krok na drodze popularyzacji w swiecie sztuki naszego Geniusza. Nie watpie ze ucieszy on wszystkich jego fanow.
Wyślij komentarz

10.05.2010, 23:46
Zdarzyl sie fenoment zaskakujacy : przed trzema dniami moja galerie odwiedzilo ... 6153 osob. Poprzedniego dnia bylo ich juz ponad 1500 a od tamtego czasu jest regularnie po ponad 450.

Ten rekord zawdzieczam panu Waclawowi Wantuchowi gdyz to na jego wystawe wali tlum. Pozwala mi to stwierdzic "statystyka" zainstalowana na mojej stronie ktora okresla ilosc wizyt, skad pochodza goscie i jakie haslo wyszukiwali by do mnie trafic.

Ilosc osob odwiedzajacych wirtualne muzeum Beksinskiego jest zawsze mniej wiecej taka sama : okolo 250 do 300 osob dziennie. Najwieksza ich ilosc pochodzi z Polski, potem ze Stanow, z Japonii i z Rosji. W tyle jest Francja oraz Niemcy i Wielka Brytania.

Pozdrawiam wszystkich milosnikow mojej galerii serdecznie i dziekuje im za okazane zainteresowanie moim tworem oraz artystami ktorych cenie i pokazuje.

Piotr Dmochowski
Wyślij komentarz

13.04.2010, 17:01
Sygnalizuje moim polskim gosciom ze w rubryce "filomoteka" zostalo od wczoraj umieszczone video z wywiadem danym przez Beksinskiego Wieslawowi Banachowi w kwietniu 1991. Owa wersje video zapowiadalem juz 23 marca publikujac rownoczesnie wersje pisana. Przypominam ze video bylo filmowane przez zone Mistrza, pania Zofie. Obie wersje szczegolnie polecam mlodym malarzom, ktorzy znajda w nich wiele interesujacych szczegolow o powstawaniu idei obrazu i o sposobie jego malowania.
Wyślij komentarz

31.03.2010, 00:01
Serdecznie zapraszam na wystawę zdjęć współczesnego wybitnego polskiego fotografa, Wacława Wantucha, której nadałem tytuł "Moje ulubione erotyki"
Wyślij komentarz

21.03.2010, 21:24
Milosnikom Beksinskiego, a szczegolnie malarzom ciekawym jego procesu tworczego, sygnalizuje wywiad jaki dal on 16 kwietnia 1991 roku (a wiec 19 lat temu) Wiesławowi Banachowi i Katarzynie Winnickiej. Byl on nagrany na video przez zone Artysty i swego czasu opublikowany przez Muzeum Historyczne w Sanoku, ktore odziedziczylo wszystko co znajdowalo sie w domu Artysty. Zawiera on rowniez wersje video ktora mysle niebawem zamiescic w filmotece mojego "Muzeum".

A otoz i ten wywiad:




"Kiedy zauważył pan, że ma zdolności? Chodzi o taki moment bardziej wyraźny...


Zdzisław Beksiński: - Ja po prostu nie wierzyłem w siebie jako malarza, nigdy, do bardzo późnego momentu. Nawet kiedy byłem już człowiekiem w dużej mierze dojrzałym, tzn. po studiach, i już od paru lat pracowałem. Poprzednio potrafiłem rysować, miałem wystawę w gimnazjum i wszyscy mówili, że mam talent itd.: "Ty dopiero pojedziesz, to im pokażesz, jak to się maluje". Nie sądziłem, że to tak łatwo będzie.
- Jak pojechałem do Krakowa na studia i zetknąłem się ze sztuką nowoczesną, nie rozumiałem, o co idzie, ale wydawało mi się, że właśnie to ja nie rozumiem, a nie że tamto jest głupie, co pokazują. Raczej sądziłem, że ja po prostu nie potrafię. Użytkowo rysowałem. Rysowałem masę w patetycznych pozach ustawionych partyzantów, obwiązanych, takie były trendy, jak u Grottgera, z opaskami zakrwawionymi na czole.
- Nieoficjalnie produkowałem powiedzmy - ponieważ "Projekt" ani "Penthouse" wtedy nie istniały - na użytek własny i kolegów inne rysunki. Kiedyś ksiądz je przechwycił i w czasie rekolekcji zaczął mówić z ambony. Nazwiska nie powiedział, tylko że "jest tu między nami taki jeden", który robi wstrętne rysunki: "Ty synu umrzesz, a twoje wstrętne rysunki gorszyć będą jeszcze pokolenia" - grzmiał. Ławki zaczęły trzeszczeć i wszyscy zaczęli się oglądać na mnie. Nie wiedziałem, gdzie się schować...


Kiedy już zaczyna się myśleć poważnie o malarstwie czy o rysowaniu, to chyba jest to naturalne, że zaczyna się od podpatrywania jakiegoś malarza. Kto wówczas był dla pana interesujący?


- Na samym początku był to Artur Grottger, to już była taka postać, która mi się wydawała szczytem wszystkich możliwości. A jeszcze przedtem to chyba rozmaite rysunki korespondentów z niemieckiej prasy wojskowej, która wychodziła w czasie okupacji. Jeden z nich, pamiętam, niesłychanie mi imponował. Nosił nazwisko Theo Matejko. Malował jakieś sztukasy, samoloty rozpadające się, szalejące, uciekających żołnierzy, i ja to usiłowałem naśladować.


A potem? Poważna sztuka...


- Gdy już była poważna sztuka, to byłem najsilniej pod wpływem ekspresjonizmu i wydaje mi się, że najbliżej leżały mi rzeczy figuratywne, o bardzo silnej deformacji i takim mocnym "wykopie", ale trudno powiedzieć, że to było jakieś określone nazwisko. Coś takiego zauważyłem, robiło to wrażenie.
- Trochę robił też wrażenie surrealizm, a ponieważ wtedy zaczynała dominować sztuka abstrakcyjna, to bardzo szybko te swoje ciągoty ekspresjonistyczne przeniosłem na sztukę abstrakcyjną i w zasadzie usiłowałem pogodzić ekspresjonizm z abstrakcją. Z tym, że ekspresjonizm nie w rozumieniu gestu, chlapania farbą, tylko raczej mocno wykończony, czyli dwie rzeczy sprzeczne ze sobą - dbałość o szczegół, o fakturę, połączone z dużą ekspresją. A to jedno z drugim nie da się pogodzić, bo im więcej dbałości o szczegół, tym mnie ekspresji - i przeciwnie, no, ale to do dnia dzisiejszego mi zostało. Nie potrafię zdecydowanie zdeklarować się po żadnej z tych dwóch stron.


To jest takie troszeczkę szokujące, bo jeśli pan mówi o swoim malarstwie, to przede wszystkim mówi w kategoriach wyrazu, ekspresji, a tymczasem każdy z nas myśli, że malarstwo ekspresyjne, ekspresjonistyczne, to jest to malarstwo, które pozostawia ślad ręki artysty.


- Po prostu razi mnie gruba faktura. Jeżeli ją nawet wykonam, to zaczynam ją poprawiać. Jak dochodzę do końca, to wreszcie jest to obraz, który jest właściwie obrazem wygładzanym. Staram się, aby ta ekspresja wynikała z formy. Obecnie dużo pracuję nad formą, nad deformacją, ale staram się wykańczać, w miarę możności, ciągle ten obraz tak, aby nie raziło mnie pociągnięcie pędzla. Przynajmniej pociągnięcie mojego pędzla strasznie mnie razi. Jak to widzę, to coś tu trzeba wymyślić w tym miejscu, jakiś kształt, który byłby również agresywny. To jest po prostu jakaś niemożność przeskoczenia granicy psychologicznej.
- Ja rzeczywiście mam masę warstw na obrazie, ale te warstwy na obrazie wbrew najświętszym zasadom technologii to jest walka o formę. Zaczyna się od postaci takiej, która coraz to zmienia kształt, pod spodem jest iks tych postaci. Niejednokrotnie postać ta przemienia się w twarz, a twarz w drzewo, więc jest to na końcu całkiem inny obraz niż był na samym początku.
- Ja sobie to filmuję na kamerze wideo w czasie roboty, niechlujnie, bo to z ręki jest robione, ale jest to taka dokumentacja. Mogę sobie to puścić i zobaczyć, w którym momencie bezpowrotnie spieprzyłem obraz, szczególnie, że kamera wideo ukrywa to, co ja bym chciał ukryć od razu,a mianowicie pociągnięcia pędzla.


Od razu tego nie widać?


- Nie widać i wygląda na to, że ten obraz był lepszy na początku, jest gorszy na końcu, co do końca takie nie jest, bo on na początku raził mnie po prostu prymitywną fakturą, której kamera wideo nie ujęła. Ale tym niemniej widzę, że niejednokrotnie lepsze było na początku, a później schrzaniłem przez to, że już się za bardzo zmęczyłem tamtym; przerabiałem tę formę inaczej i ta końcowa jest gorsza. Ja niejednokrotnie wracam i zaczynam malować inny obraz, przyjmując za punkt wyjścia etap jednego z poprzednich obrazów.
- To jest choćby ten obraz na ścianie, z tą postacią, która niesie dziecko, to jest jakiś etap obrazu, który został zakończony jako twarz en face. Na pewnym etapie była to postać niosąca dziecko, która się później przerabiała i przerabiała. W pewnym momencie myślę sobie: "cholera przecież ta postać wcześniej była fajniejsza niż ten obraz, który ostatecznie z tego się zrobił". Później zacząłem malować i namalowałem ten obraz na innej płycie pilśniowej, jako, powiedzmy, kontynuację jakiegoś etapu malowania tamtego obrazu.


Czy akrylu używa pan na równi z farbami olejnymi?


- Akryl ma szereg zalet w samej robocie, ale jednocześnie te zalety są wadami: to, że natychmiast wysycha pod pędzlem, że nieustannie można to przerabiać, a równocześnie pewne rzeczy trudno nim uzyskać, tzn. trudno uzyskać obrazy z przestrzenią, z modelunkiem. Wydaje mi się, że w oleju jest to łatwiej uzyskać. W zasadzie używam akrylu jako rodzaju imprimatury, która imprimaturą nie jest, tzn. jak mam zagruntowane i podłożone na biało akrylem podobrazie, to najpierw robię trzy czy cztery kreski węglem, a potem opracowuję akrylem tę pierwszą warstwę, która jest namalowana w stylu "Nowych Dzikich"... Tak to wygląda, już wiadomo, że będzie tak to namalowane. Zaraz potem maluję olejną z dodaniem dużej ilości sykatywy i to zostawiam do drugiego dnia. Dopiero na tym zaczynam malować. Przez wiele dni zaczyna się zabawa z przerabianiem...


Nigdy nie kusiło pana, żeby zostawić obraz na takim etapie wstępnym?


- Czasami one zostają, gdzieś się je wyrzuca, chowa i już się nie pokazuje. Czasem wyciągnę i później przerabiam. Ten wstępny etap zostawiam na kasecie wideo. On jest tam zarejestrowany w trakcie roboty. Najlepszy obraz jest zazwyczaj wtedy, kiedy człowiek jeszcze nie jest zmęczony tym, a już zaczął go opracowywać. I wtedy są jeszcze wielkie nadzieje, że coś z tego będzie. Później jest coraz mniej tych nadziei. Na końcu się okazuje, że jest rozpacz, a nie można tego obrazu wyrzucić, trzeba go jakoś skończyć i przynajmniej forsę za to wziąć. Bardzo rzadko jest to tak zrobione, że nie ma poczucia, że nastąpił kompletny upadek, że to nie jest to, co się chciało na początku... Ale to u wszystkich jest tak samo!


Nieraz wypowiada się pan w kategoriach, powiedzielibyśmy, bardzo tradycyjnych, pięknych. Co pan
przez to rozumie?


- Ktoś dobrze powiedział, że z dobrego obrazu powinno się wyciąć 10 cm kwadratowych i wiadomo, że to z dobrego obrazu wycięte, a nie ze złego. W tym sensie mi zależy, żeby obraz był dobry, aby te 10 cm też było ciekawie namalowane w sensie faktury, przenikania kolorów itd.


Czy można powiedzieć, że ma pan jakąś wizję doskonałości w malarstwie, do której pan zmierza?


- Na pewno istnieje wizja obrazu, z tym, że ja już dawno przestałem dążyć do wizji. Jeśli ktoś się trzyma tego i dąży do tego, aby to było to, co mi na początku przyszło do głowy, to powstaje wymęczony obraz, który absolutnie nie oddaje ani wizji, ani absolutnie człowieka nie zadowala.
- Nauczyłem się pracować na luzie. Jeśli na początku miała być namalowana postać idąca z dzieckiem, a zaczęło się robić z tego akt, później ukrzyżowanie, a na końcu wyszła twarz, to już nie usiłuję się trzymać tej pierwszej idei, bo myślę sobie, dlaczego to, co mi przyszło do głowy pod koniec ubiegłego tygodnia, miałoby być mądrzejsze od tego, co mi przyszło do głowy pod koniec bieżącego tygodnia pracy?
- Najważniejsze jest, żeby był fajny obraz. Jeżeli w danym momencie czuję, że coś trzeba przerobić, to przerabiam, chociaż zaczynałem od twardego trzymania się idei. A druga rzecz: jak maluje się jeden obraz, to powstają problemy, które trzeba będzie rozwiązać na następnym. Jeśli człowiek wejdzie w jakiś cykl malowania i już dobrze mu idzie, to każdy następny obraz jest jakby ciągnięciem jakiegoś problemu, czy też przeciwstawianiem się jakiejś tendencji, która albo zmęczyła w poprzednim obrazie, albo nie była dobrze skończona w poprzednim obrazie, albo się zamanifestowała jako jakaś możliwość do wykonywania w następnym. Czyli jak człowiek przerwie pracę na jakiś czas, to właściwie nie bardzo wie, jak się ruszyć, bo nie ma się czemu przeciwstawiać. A ja mam jeszcze skłonność do uzupełniania...


Czyli nic się więcej tutaj nie doda, sprawę się zamyka i się podpisuje?


- Z obrazem to jest zawsze gest ostatecznej rozpaczy, ale to u wszystkich tak jest. U nikogo nie wychodzi to tak, żeby namalował, a następnie klęknął z zachwytu. Ktoś mi opowiadał, że Frabato Angelico da Fiesole uważał, iż Bóg jego ręką maluje, wobec tego nie można nic poprawiać, bo Bóg jest nieomylny! Mnie takie tłumaczenia nie przychodzą do głowy.


Zaskoczyła mnie w pana obrazach tonacja barwna, zgniła zieleń, oliwkowa, której w tamtych naszych
sanockich obrazach nie zauważyłam. Czy pana bardziej interesuje ten kolor?


- Niewątpliwie rażą mnie w tej chwili kolory intensywne , chyba zawsze mnie raziły. Przez długi czas. Na pewno kilka tych obrazów, czy nawet więcej niż kilka, znajduje się w Sanoku. Malowałem trochę wbrew sobie, powiedzmy, intensywnymi kolorami, co wynikało jakby z takiej mojej przyjaźni z Andrzejem Urbanowiczem, który malował obrazy psychodeliczne i szukał czegoś, co byłoby największym wykopem, jaki jest możliwy. Twierdził, że ja w ogóle "błotem smaruję", i że należy malować intensywnie.
- Jak zacznę coś z zielenią, to się tak zniechęcę gruntownie do tego, że muszę od razu wyeliminować. Wiem to po zużyciu farb, które mam, że umbra naturalna, że ugier jasny - tego już setki tubek poszły, a powiedzmy zieleń monestialna to raczej intensywny kolor, ale tak samo inne zielenie. Mam chyba sprzed dwudziestu lat tubki, z których połowa została wyduszona jak na razie, więc prawie ich nie używam. Czerwień to tak, czerwień ciemna, czerwień kadmowa, lazury alizurnowe. W strefie cieni, w obrazach monochromatycznych lubię czerwień dawać, bo to mi się jakoś tak spodobało i to tak w wielu obrazach było.


Kolory bywają uboższe i bogatsze?


- Kolor, im bardziej zbliżony jest do jakiejś tam czystej sinusoidy wziętej z widma, akuratnie czystej czerwieni czy czystego żółtego, jest uboższy niż kolor, który z pozoru jest błotem, ale jest równocześnie pewnym chaosem, mieszaniną bardzo wielkiej ilości kolorów, jakąś wypadkową. Po pewnym czasie takiego treningu, jeżeli się maluje, celowo ograniczając paletę właśnie do czerni i ugru, to zaczyna się widzieć dużo tych niuansów kolorystycznych, których z pozoru się nie widziało poprzednio. Wydawało się, że tam nie może być już koloru, a czarny to już w ogóle nie jest farba - impresjoniści w ogóle to wyrzucali z palety. Mnie się wydaje, że bardzo wiele można, tylko nie można tam pomieszać czegoś takiego, że maluje się intensywnymi kolorami, to tu można chlapnąć czerń, zmieszać ją z bielą... No to już świństwo się robi od razu! To wygląda jakby się ubłociło w jakimś miejscu obraz.


Forma jest ważniejsza od koloru?


- Forma w znaczeniu kształtu jest na pewno ważniejsza od koloru, tak mi się wydaje. Na pewno wyobraźnia w moim wypadku operuje kształtem. Sądzę, że najchętniej zajmowałbym się rzeźbą, tylko gdzie i co później z tym robić? Zajęcie się obrazami jest z jednej strony wynikiem miejsca, bo wiadomo, ile jest brudu, jak zaczniemy się paprać gliną, gipsem itd., a po drugie, wynikiem utylitaryzmu, bo jednak zawsze myślę kategoriami utylitarnymi...
- Nie malować obrazu w cztery metry na pięć, bo co z tym później zrobić? Raczej trzeba przystosować się do życia w jakimś sensie i ograniczyć swoje potrzeby wyobraźni do tego, co jest później możliwe do zawieszenia w mieszkaniu, przesłania na wystawę, sprzedania itd.
- Gdybym robił rzeźby, to najprawdopodobniej musiałbym mieć olbrzymią pracownię, w której by to do dnia dzisiejszego stało i tylko co najwyżej jeździło po wystawach. Nie mógłbym tego sprzedać, no, w ogóle nie wiadomo... Robiłem to przez pewien czas.


Maluje pan obrazy z pewną praktyczną myślą?


- Przewiduję na przykład, malując obrazy, żeby powiedzmy dłuższy bok mniejszego obrazu był równy krótszemu bokowi większego obrazu, żeby można było łatwiej pakować, np. sześć obrazów razem, żeby rama była zawsze o tym samym profilu. Żeby można to jedno z drugim złożyć, obwiązać skoczem i zapakować w gąbkę... i już się nadaje do wysyłki, podczas gdy jeżeli jakaś rama jest zaokrąglona, to można, tylko jeden obraz zapakować itd.
- Pod tym kątem myślałem od początku, szczególnie z tego powodu, że mieszkałem w Sanoku, a wszystkie obrazy musiały jeździć do Desy, choćby do sprzedaży czy na wystawy. Do Warszawy się je wysyłało i to mi później zostało. Dzisiaj w mniejszym stopniu, bo dzisiaj już czasem ktoś oprawia obraz, ale też te ramy, które, o ile robię sam, to też zostały pomyślane z punktu widzenia tego, żeby ułatwiać transport.


- Czym dla pana są wywiady z panem?


- Na każde pytanie najdziwniejsze, najgłupsze czy najbardziej wymyślne jakoś staram się odpowiedzieć, chociaż czasem pytania fachowców zapędzają mnie zupełnie w kozi róg, bo to są pytania, których ja sobie nigdy nie stawiałem i nie wiedziałem, że można coś od tej strony. Na każde pytanie, nawet ile wody wypiera, albo ile traci na wadze obraz zanurzony w wodzie, można odpowiedzieć! Ale czasem bywa strasznie dziwne pytanie, które powoduje, że zupełnie jestem zdumiony...
- Człowiek bardzo często udziela wywiadu na kasetę magnetofonową, ktoś później to spisuje i drukuje... Pamiętam jak raz zacytowałem Gałczyńskiego: "Jam jest nad mocz wyższy, jam jest metafizyk", a jakaś facetka zapisała "Jam pies nad mocz wyższy i już metafizyk"... (śmiech).

Opracowanie: KB i ZM

(Post scriptum : Warto wiedzieć, że Muzeum Historyczne w Sanoku uzyskało ostatnio unijną dotację na rozpoczęcie rozbudowy skrzydła południowego, gdzie ma zostać przeniesiona Galeria Zdzisława Beksińskiego. Beda wiec niebawem dwa miejsca w Polsce gdzie bedzie mozna obejrzec prace Artysty w dogodnych warunkach : Czestochowa i Sanok)
Wyślij komentarz

21.02.2010, 22:42
Nadeszła piąta rocznica tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego. Tak jak to zapowiedziałem jakiś czas temu, chce ją uczcić udostępnieniem niezliczonym fanom Mistrza na całym świecie kilkuset jego prac, które jeszcze nie były publikowane. Przy okazji tak obszernego poszerzenia mojej strony zmieniam nazwę z „Galerii A. Zdzisław Beksiński” na „Wirtualne Muzeum Zdzisława Beksińskiego”. Jego zwiedzanie radzę zacząć od przeczytania „Przewodnika po muzeum” które wyjaśnia koncepcję całości i pozwala się zorientować, w którym miejscu można znaleźć interesujące widza elementy. Dla osób mało znających sylwetkę Beksińskiego a ciekawych jego życia i twórczości proponuję następnie przeczytanie tekstu „Wstępu do Muzeum”, napisanego przez Annę Kanię Saj, który znajduje się w wersji polskiej. Wersji francuskiej i angielskiej towarzyszy inny tekst, napisany przez Tadeusza Nyczka. W oczekiwaniu na tłumaczenie, w wersji niemieckiej publikuję na razie tylko tekst angielski. Gości polskich zapraszam również do przeczytania w „Bibliotece” kilku fragmentów z diariusza, który prowadził Beksiński oraz z jego rozmów z bliskimi, które zostały spisane. Została również wzbogacona rubryka poświęcona „Wspomnieniom” w której pokazuję szereg nieznanych zdjęć osobistych Mistrza z rożnych okresów jego życia.

Bardzo będę wdzięczny za zwrócenie mi uwagi na ewentualne błędy lub braki spostrzeżone w „Muzeum”

Piotr Dmochowski
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

08.02.2010, 21:59
Poniewaz wiele osob prosilo mnie by jakos uczcic piata rocznice smierci Mistrza, zdecydowalem sie poszerzyc galerie ktora jest mu poswiecona i zrobic z niej prawdziwe Muzeum. Prace trwaja juz od dwoch miesiecy, bo jest to wielkie przedsiewziecie. Mam jednak nadzieje ze zdazymy na termin. Tak wiec zapraszam na odwiedzenie mojej strony 22 lutego 2010 roku.

Piotr Dmochowski
Wyślij komentarz

17.01.2010, 18:11
Ku przestrodze naiwnych ktorzy nieustannie daja sie nabijac w butelke kupujac fotmontaze Mistrza z falszywymi certyfikatami lub giclées z jego falszywym podpisem.

Oto dzisiejsza korespondencja jaka wymienilem z pewna osoba ktora do mnie napisala by sie upewnic czy nie zostala oszukana:

De : Sara
Envoyé : dimanche 17 janvier 2010 16:30
À : p.dmochowski@noos.fr
Objet : Beksinski - request for advice

Dear Mr. Dmochowski,

I am a great admirer of Beksinki's work. I've found your invaluable and well structured website about him only recently, and I appreciate your detailed accounts and tremendous efforts very much.

I am wondering if you could give me your advice about this "Beksinski Graphic Art Print SIGNED by the great Artist himslef!! (certificate will be supplied)." I've bought this print on ebay from Ms....., a seller in Manchester, UK, who upon request and prior to me buying it supplied me with this certificate (below). The artwork was sent to me from 11-041 Oliztyn, Poland.

Although I love this piece, I am somewhat uneasy about its authenticity. Not so much about the painting itself because it does emanate the kind of unique genius that only Beksinski was able to portray, although I have never seen this particular sujet anywhere in books or online. And also, if there were an artist around who could paint of such quality, why would he not pursue his own career. I was therefore wondering if you know about this painting and whether it is indeed from the master's hand (its original).

My second point is of course the signature. I was unable to locate the company FINE PRINTS ART of Staten Island, NY, online. That by itself isn't necessarily alarming because things change fast in the United States, particularly in this economy. But still, are you familiar with them? The certificate states that the print was signed by the artist in Chorzow, Poland in 2003. About the signature on my print: I compared it with two other signatures that I happen to have: One is on this giclée print (14/150), which I bought from Morpheus Fine Arts a number of years ago:

And with another one that's in my copy of the book The Fantastic Art of Beksinski (Warsaw, Poland 1998) that he signed "AP/150 Beksinski." Both signatures compare very well with the one on my latest acquisition, with minor differences that are normal when one signs ones name. And finally, was it "normal" that Beksinski would sign his name under a print without the number of edition (such as 14/150)? I would truly appreciate your response very much.

I look forward to your reply, and wish you an inspiring 2010 !

sara

--------------------------------------------------------------------------

Dear Madame,

That is not a painting but photomontage made by Beksinski on the computer. Beksinski has put many of his photomontages on line for evry one who wants to print them from the computer, without any cost. The signature on the certificat is false as the whole certificat is false. (By the way : Beksinski never have been in Chorzow). In few weeks you will find on my site 140 of theese photomontages of Beksinski. You will by able to reproduce them all without paying any singel dollar to anybody.

As for the giclée it is fals too. I have this painting in my collection and never gave the permission to anybody to make a giclée from it. Nor did Beksinski.

Yours

Piotr Dmochowski
Wyślij komentarz

19.12.2009, 22:44
Wszystkim milosnikom sztuki Beksinskiego oraz wszystkim przyjaciolom mojej wirtualnej galerii zycze spokojnych Swiat Bozego Narodzenia i pogodnego Nowego Roku.

Choc to co stalo sie w Copenhadze zapowiada najgorsze...

Piotr Dmochowski
Wyślij komentarz

11.11.2009, 22:07
Z pewnością zaskakując moich gości, pokazuję im dzisiaj moich dwóch ulubionych, współczesnych architektów, Franka Gehrego i Zahe Hadid. Są oni ultra awangardowi, a ich prace sytuują się na antypodach sztuki jaką na ogół propaguję w mojej internetowej galerii.

Chodzi mi jednak o to, by moi młodzi goście (bo w większości odwiedza moją galerię młodzież) zapoznali się z tym, co dziś najlepsze w architekturze, tak jak staram się od lat pokazywać im to, co najlepsze w dzisiejszym malarstwie, w fotografii, w rzeźbie i w tanecznej ekspresji scenicznej.

Serdecznie zapraszam więc na wystawę architektów.
Wyślij komentarz

13.09.2009, 22:28
"....PS:zaciekawiła mnie fatalistyczna notka na Pańskiej stronie w dziale "nowości"..czyżby jakiś kolejny "nostradamus" naszych czasów wział na serio obrazy Beksińskiego i podczepił je pod swoje lęki cywilizacyjne?"


"Drogi Panie,

To co Pan znalazl w „nowosciach” jest fragmentem mojego listu do pewnego mlodego, tak jak Pan, fana Beksinskiego.

Bo ja, niestety, biore grozbe spowodowana przeludnieniem i zmiana klimatu bardzo powaznie i, choc to paradoksalne, wrecz pocieszam sie mysla ze mam juz 67 lat i gdy to wszystko sie zwali na swiat, ja juz bede gdzie indziej. Ale i Pan i moj korespondent do ktorego list byl skierowany dostaniecie to prosto w twarz.

To ze Beksinski byl katastrofista, ktory nieustannie bal sie jakiegos kataklizmu w ktorym jak zblo trawy utopi sie we wzburzonym morzu, lub trafi go piorun czy zadziobia wrony powinno byc Panu znane, bo my czesto o tym mowilismy i pisali do siebie na ten temat.

Ja nie jestem jak on katastrofista, natomiast jestem racjonalista i synem naukowca. Moj ojciec byl profesorem biochemii na Uniwersytecie lodzkim. Przez to odziedziczylem po nim wiare w nauke. Totez jesli nauka wyraznie mi mowi ze zbliza sie najwieksza katastrofa jaka kiedykolwiek spotkala ludzkosc, wierze jej.

Tym bardziej ze moj racjonalny umysl potwierdza to przekonanie. Bowiem prosta obeserwacja statystyk pokazuje ze w pewym momencie balon musi peknac. Gdy mialem panskie lata bylo nas na ziemi 2,5 miliarda. Teraz dochodzimy juz do 7 miliardow. Co roku przybywal okolo 80 milionow ludzi, czyli tyle ile liczy takie panstwo jak Niemcy. I nic nie zapowiada ze ten przyrost nagle sie zatrzyma. Wrecz odwrotnie : medycyna pozwala dzis przedluzyc zycie do 90 lat. Jesli wiec korek jest zatkany od gory, bo coraz pozniej sie umiera, a z dolu pcha cisnienie milionow nowych noworodkow, to nie ma innej mozliwosci niz nagle zalamanie sie calego sytemu.

Tym bardziej ze dzisiejsza struktura spoleczenstwa ludzkiego uniemozliwia szybkie dzialanie obronne.

Po pierwsze swiat jest zbudowany z okolo 200 suwerennych panstw, ktorym nikt nic nie moze narzucic bez zgody kazdego z nich. Totez problemy globalne albo sa powierzchownie rozwiazywane lokalnie przez kazde z nich, albo wcale nie sa rozwiazywane bo nie ma zgody. Jak dojsc do porozumienia pomiedzy 200 panstwami w wystarczajaco krotkim czasie, tak by natychmiast podjac decyzje drastyczne, bolesne ale niezbedne?

Z drugiej strony prawie wszystkie kraje ktore mogly by cos zdzialac sa dzis demokracjami. Za dawnych czasow, gdy jeszcze istnial Zwiazek radziecki rzadzila dyktatura ktora nie liczyla sie z glosem opinii publicznej. I jesli trzeba bylo pswiecic 30% dochodu narodowego na prestizowe wyslanie Gagarina w kosmos, pieniadze znajdowaly sie i potrzebne decyzje zapadaly bezzwlocznie. Dzis tak jest jeszcze z Chinami, choc juz nie zupelnie. A wszedzie indziej trzeba uzyskac nie tylko zgode 200 panstw, ale rowniez, i zwlaszcza, zgode miliardow ludzi, to znaczy tego wlasnie co nazywalem opinia publiczna, wyborcow, syndykatow, mediow, partii politycznych etc. Otoz ludzie ani mysla o katastrofie i podsmiewaja sie z niej tak jak Pan, stanowczo odmawiajac zmiany stylu zycia i natychmiastowego pozegania sie z nabytymi ciezka praca zdobyczami : telewizorem, komputerem, samochodem etc.

Do tego dochodzi zmiana klimatu, ktora biore rownie powaznie jak biore powaznie balon demograficzny i juz dzis widze w telewizji jak mieszkancy Bangladeszu powoli topia sie pod naplywem morza, bo ich panstwo jest prawie w polowie polozone ponizej jego poziomu. Juz dzis widze jak mieszkancy podnozy gor zaczynaja uciekac przed susza spowodowana zanikaniem lodowcow z ktorych dawniej plynely strumienie. Gdzie oni wszyscy sie schronia? To juz nie o kilka malych stateczkow z murzynami uciekajacymi z Afryki do Europy przed nieurodzajam w ich wioskach chodzi, ale chodzi o cale hordy milionow ludzi ktore beda staraly sie schronic w Europie lub w Ameryce. No, a te beda sie bronic. Jak? Boje sie ze w najstraszniejszy sposob.

To nie sa bezmyslne brednie Nostradamusa, lecz jasne spojrzenie tysiecy naukowcow, ktorzy licza to o mierza. I ktorzy ostrzegaja nas ze mamy takiego zycia jakie mamy teraz jeszcze najwyzej na dwadziescia-trzydzieci lat.

Chyba ze.... chyba ze nauka, stale ona, cos znajdzie w miedzyczasie. Ale wlasnie nauka idzie w rytmie nieprzewidywalnym i moze nie zdazyc. Czy mamy pewnosc ze na czas narodzi sie nastepny Norman Borlaug (ojciec "zielonej rewolucji", dzieki ktoremu smierc glodowa polowy ludzkosci zostala odsunieta na dalsze pol wieku i ktory wlasnie dzis zmarl). Tym bardziej ze swiat polityczny absolutnie nie mysli dac nauce szansy na rozwiazanie problemow okrawajac jej fundusze z roku na rok, do tego stopnia ze naukowcy francuscy musieli niedawno manifestowac na ulicy przeciw obcinanym etatom i przeciw obcinanym budzetom laboratoriow i uniwersytetow. A co tu mowic o krajach biedniejszych, ktore nawet gdyby chcialy to nie maja z czego nagle poswiecic 30 % dochodu narodowego na wzmozone poszukiwania naukowe.

Tak wiec, na Pana miejscu nie ironizowal bym na ten temat, bo to wlasnie Pan i panskie dzieci bedziecie pierwszymi ofiarami tego co sie zbliza.

Pozdrawiam serdecznie i klaniam sie nisko

Piotr Dmochowski."
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

04.09.2009, 15:29
....Nich Pan tez docenia to co Pan tam widzial, bo nie dlugo jeszcze bedzie mogl Pan to ogladac. Wasze pokolenie skazane jest na najstraszliwsze w historii ludzkosci spustoszenia kuli ziemskiej, morza, powietrza, podzwrotnikowych lasow i rzek, na wojny spowodowane przeludnieniem, brakiem wody i jedzenia oraz na miliardy ludzi ktorzy beda przed susza i glodem probowac wedrzec sie do Europy. Setki milionow trupow i niekonczace sie dla was pasmo cierpien....
Wyślij komentarz

19.08.2009, 21:26
Oba albumy (piecdziesieciu obrazow Beksinskiego z jednej strony, oraz z drugiej jego stu rysunkow, zadeponowanych w Czestochowie) wydane bardzo pieknie przez tamtejsza Miejska Galerie Sztuki, sa juz do nabycia. Przypominam wszystkim ktorzy bede je chcieli kupic, (naklad jest niewielki, a wiec trzeba sie spieszyc), adres czestochowskiej MGS : Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie, Al. Najświętszej Maryi Panny 64, 42-200 Częstochowa, tel (034) 324 55 81, (034) 324 22 40 tel/fax 324 60 57, oraz ich mail : info@galeria.czest.pl

Nabywcom z gory dziekuje za podzielenie sie ze mna uwagami na temat tego wydawnictwa, ktore osobiscie uwazam za znakomite.
Wyślij komentarz

09.08.2009, 14:17
OSTRZEZENIE !

Po raz kolejny ostrzegam milosnikow Beksinskiego przed nieustannie rosnaca fala falszywych, krazacych na rynku kopii i imitacji, czesto opatrzonych falszywym podpisem Mistrza i falszywym certyfikatem jakiegos domoroslego "eksperta".

Jesli kupujecie Panstwo jakas prace Beksinskiego w powaznych, polskich domach aukcjnych, to na ogol nie ma z tym problemow, bo ich eksperci zaczynaja juz dosc poprawnie ordrozniac podrobki od oryginalow, a w wypadku watpliwosci zwracaja sie do mnie o opinie.

Jesli jednak kupujecie cos na aukcjach internetowych, czy tez z reki do reki, zwroccie sie uprzednio do dyrektora muzeum w Sanoku, Wieslawa Banacha, do Tadeusza Nyczka, ktory mial galerie w Krakowie i przez wiele lat handlowal obrazami Beksinskiego, lub wreszcie do mnie o rzucenie okiem na proponowany nabytek, gdyz wszyscy trzej bez trudnosci rozpoznamy falsz od oryginalu. Ja robie to bezplatnie. Jak robia to dwaj tamci panowie, nie wiem, ale sadze ze tez nie zadaj za to pieniedzy.

Tylko w ostatnich dniach, dwie osob z radoscia i duma pochwalily sie przede mna nabytkami, ktore byly naiwnymi, niezgrabnie spreparowanymi podrobkami podajacymi sie za oryginaly stworzone przez Mistrza. W tym celu byly nawet opatrzone "certyfikatami", wydanymi przez podajacych sie za ekspertow, wenalnych krytykow sztuki.

Tak samo jacys oszusci srzedaja obecnie w Internecie giclées obrazow ktore do mnie samego naleza, lub naleza do muzeow. Owe giclées lub fotomotaze na komputerze sa jakoby podpisane, ponumerowane przez samego Beksinskiego i opatrzone jego certyfikatami.

A tym ktorzy owe bohomazy tworza powiem, ze jeszcze sie taki nie urodzil ktory by potrafil podrobic nawet slaby obraz lub rysunek Beksinskiego. Takiej techniki malowania juz nikt nie posiada, bo porownac sie ona moze tylko z Dürerem, Memligiem czy Van Eyckiem. A o stworzeniu atmosfery jaka stwarzal w swych pracach Beksinski mozecie sobie nedzni falszerze tylko pomarzyc. Taka wyobraznia zdarza sie raz na wiek.

Przypominam, ze w rubryce "biblioteka", "inne dokumenty", "ostrzezenie przed falszerzami" sygnalizuje kilkanascie takich podrobek. Zalecam rzucic okiem. Moze znajdziecie tam Panstwo obraz ktory ostatnio nabyliscie i z ktorego jestescie tak dumni...

Na koniec dodam iz licze na to ze muzeum w Sanoku, ktore jest prawnym spadkobierca dziel Mistrza i tym samym jest upowaznione, (i zobowiazane) do obrony jego dobrego imienia i slawy zacznie nareszcie scigac falszerzy przed sadami.
Wyślij komentarz

20.07.2009, 21:12
Juz kilka tygodni temu sygnalizowalem ze Muzeum Beksinskiego w Czestochowie wydalo bardzo udany katalog 50 obrazow ktore znajduja sie w jego posiadaniu, oraz kilku duzych rysunkow. Dzis dodaje ze za kilka dni to samo Muzeum wyda ponad stu dwudziesto stronnicowy album malych rysunkow Mistrza z okresu jego mlodosci. Wprawdzie jeszcze nie widzialem pierwszego egzemplarza ktory ma do mnie dotrzec dopiero w przyszlym tygodniu, lecz wiedzac z jaka pieczolowitoscia byl zrobiony pierwszy nie watpie ze i ten bedzie wspanialy. Cala zasluga w tym pana dyrektora Czeslawa Tarczynskiego i projektorki, pani Siwik, ktora nadala obu tym pozycjom oryginalna i bardzo ciekawa oprawe graficzna. W porownaniu do innych wydawnictw prac Mstrza ktore sie znajduja na polskim rynku, te ktore zawdzieczac nalezy Czestochowie sa o niebo wyzszej klasy. Po pierwsze rysunki sa reprdukowane wszedzie tam gdzie to jest mozliwe w skali jeden do jednego. Choc sa one na ogol czarno-biale lub niebieskie, bo rysowane tuszem lub dlugopisem, calosc albumu jest zrobiona w czterech kolorach. Co stworza zludzenie autentycznosci, bo nawet barwa papieru, lekko juz zzolklego od lat piecdziesiatych gdy te prace powstawaly, jest wiernie oddana.
Dobor tekstow towarzyszacych w jezyku polskim i w tlumaczeniu na angielski tez wydaje mi sie nienaganny.

Totez zachecam wszystkich wielbicieli Beksinskiego do sprokurowania sobie obu tych pozycji zwracajac sie bezposrednio do Muzeum (Miejska Galeria Sztuki, aleja Najswietszej Marii Panny 64, Czestochowa, telefon (34) 324 60 57, e mail info@galeria.czest.pl).
Wyślij komentarz

06.06.2009, 19:16
We wczorajszej "Rzeczpospolitej,, na stronie D7, ukazal sie wywiad jaki przeprowadzil ze mna redaktor, pan Janusz Miliszkiewicz, pod tytulem "Dobry obraz jak sztabka zlota". Jest tam glownie mowa o malarstwie Beksinskiego.

Ten sa pan redaktor Miliszkiewicz przygotowuje reportaz z muzeum Beksinskiego w Czestochowie. W tym celu udal sie on wraz ze mna na samo miejsce by dokladnie sie przyjrzec wystawionym tam pracom, oraz ogolnemu kadrowi w jakim sie one znajduja. Kiedy pojawi sie reportaz, jeszcze nie wiem. Ale o ile sam bede uprzedzony na kilka dni wczesniej, zasygnalizuje mym gosciam date w moich "nowosciach".

Za dwa lub trzy tygodnie ukaze sie drugi tom albumu wydawanego przez czestochowska Miejska Galerie Sztuki. O ile pierwszy poswiecony jest obrazom, o tyle ten bedzie poswiecony 100 rysunkom Mistrza, ktore znajduja sie w posiadaniu muzeum czestochowskiego.

Goraco zachecam fanow Beksinskiego do sprokurowania sobie zarwono pierwszego tomu, ktory jest bardzo pieknie i oryginalnie wydany, jak i drugiego, o ktorym nie watpie ze bedzie rownie "wystrzalowy", bo projektowala go ta sa osoba, pani Elzbieta Siwik. Przy okazji chce podkreslic ze wydanie tych dwoch pozycji nalezy zawdzieczac inicjatywie dyrektora Miejskiej Galerii Sztuki w Czestochowie, pana Czeslawa Tarczynskiego. To on znalazl na to fundusze i on, z wielkim poswieceniem czasu i zachodu, nadzorowal prace wydawnicze.
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

28.05.2009, 21:16
Sygnalizuje ze Muzeum Beksinskiego w Czestochowie wydalo przed kilkoma dniami elegancki i oryginalny katalog 50 obrazow i kilkunastu rysunkow Beksinskiego znajdujacych sie w jego posiadaniu.
Wyślij komentarz

11.05.2009, 14:58
Ponizej zamieszczam wywiad jaki kilkanascie dni temu udzielilem panu Janowi Wieczorkowi na temat Beksinskiego. Wywiad ten ukazal sie w Interencie na wielu stronach pod tytulem "Beksinski po robocie".

*

Jan Wieczorek/ -Szanowny Panie Piotrze Pragnę Panu zadać szereg pytań dotyczących naszego polskiego wybitnego malarza jakim był Zdzisław Beksiński, jednak na wstępie bardzo proszę, aby przedstawił nam Pan swoją równie ciekawą sylwetkę.


Piotr Dmochowski/ -Nazywam sięPiotr Dmochowski. Urodziłem się w Warszawie w 1942 roku. Pochodzę z rodziny inteligenckiej. Mój ojciec był profesorem biochemii na Uniwersytecie łódzkim, a matka pisarka katolicką. Po czwartym roku studiów prawniczych w Warszawie wyemigrowałem do Francji. Tu powtórnie zrobiłem studia i poświęciłem się karierze naukowej na jednym z paryskich uniwersytetów. Nie mam dzieci, co jest o tyle istotne, że tym samym nie mam spadkobierców dla całej kolekcji dziel sztuki, jaką wraz z żonaAnnązebrałem w ciągu całego życia.

Od 1983 roku związałem się ze Zdzisławem Beksinskim umową, której celem miała być popularyzacja jego malarstwa we Francji.

Od tego czasu, choć z kilkuletnią przerwa staram się sprostać temu zadaniu. W tym celu nie tylko wielokrotnie wystawiałem prace Beksinskiego w rożnych miejscach we Francji, Belgii i Niemczech, ale również otworzyłem w Paryżu moją własną galerie nazywającą się„Galerie Dmochowski, musée-galerie de Beksiński” i trwającą od 1990 roku do 1996 roku.

Jeszcze przed śmiercią Beksińskiego zorganizowałem szereg jego wystaw w Polsce oraz wydałem książkę pod tytułem „Zmagania o Beksińskiego”, która relacjonuje moje wysiłki we Francji by upowszechnić dzieło tego wielkiego człowieka.

W 2003 roku otworzyłem wirtualna galerie sztuki w Internecie pod nazwą „Dmochowski Gallery”

(www.dmochowskigallery.net) gdzie pokazuję systematycznie prace Beksińskiego, a obok nich prace rożnych innych artystów, którzy w jakiś tam sposób moim zdaniem mają estetyczny związek z nim.


J W/ -Panie Piotrze proszę powiedzieć jak Pan prywatnie widzi dzieło Z.Beksińskiego, jakie impulsy czy estetyczne wartości, być może nie uświadomione przekazy spowodowały, że Beksiński jest przygodą Pańskiego życia?


Piotr Dmochowski/ -Trudno mi na to odpowiedzieć, bo tak jak Beksiński wywalał wszystko, co się działo w jego podświadomości na wierzch malując, tak ja w podświadomości musiałbym szukać przyczyn mojej fascynacji dla jego sztuki. W każdym razie wrażenie, jakie wywarły na mnie jego obrazy, gdy po raz pierwszy się z nimi zetknąłem nie minęło nigdy i trwa równie mocne do dziś dnia. Przed godziną wyszedłem z Luwru gdzie poszedłem zobaczyć pewnego artystę współczesnego, którego tam pokazują. Skorzystałem z okazji, by pooglądać obrazy „wielkich mistrzów”, które zresztą znam od dawna. Ani jeden, dosłownie ani jeden mnie nie urzekł, a przecież te obrazy uważane są za arcydzieła. Natomiast po powrocie do domu z niezmiennym zachwytem oglądałem dziś cały wieczór obrazy Beksinskiego, które, są zawieszone na moich ścianach.


JW./ - Zdzisław Beksiński był introwertykiem, ciężka „czarna robota” pewnie potęgowała jego „izolację” ze światem rzeczywistym, który jak często malarz stwierdzał nie pociągał go na tyle, aby dawać temu wyraz w swojej twórczości. Czy nazwałby Pan wobec tego Beksinskiego surrealistą; jakby Pan zakwalifikował jego sposób malowania? Czy są przesłanki do tego, aby przypisywać Beksińskiego do jakiegoś konkretnego kierunku? Czy jego wyłaniającą się z głębin podświadomości sztukę, można „nazwać” sztuką „automatyczną”, kiedy to ręka malarza, poety lub innego artysty prowadzi konteksty bez głębszej uświadomionej analizy?


Piotr Dmochowski/- Beksińskiego nie potrafiłbym zaliczyć do żadnego gatunku. Oczywiście najbliższy jest malarstwu fantastycznemu, ale to tylko powinowactwo powierzchowne. Nie jest to też surrealizm taki jak u Salwadora Daliego, Maxa Ernsta czyAndré Bretona,bo tu nie ma niczego założonego z góry, iż ma to być transpozycja luźnych sennych skojarzeń. Wydaje mi się, że jedynie głęboka psychoanaliza mogłaby odpowiedzieć skąd to pochodzi, bo żaden kierunek sztuki nie był dla Beksińskiego wzorem i do nikogo w swojej twórczości nie nawiązywał. On malował to, co mu samo wychodziło spod pędzla. A na dodatek nie chciał analizować tego skąd, to pochodzi i do czego to można byłoby porównać, bo sądził, że to tylko by hamowało jego swobodną wyobraźnię.

Jak słusznie kiedyś powiedział: „To nie ja maluje, to się mnie maluje”.


JW./ - Czy mógłby Pan przedstawić czytelnikowi na podstawie częstych kontaktów z malarzem tło kulturowe, w jakim wyrastał, żył i tworzył Z.Beksiński. - Rys artysty, żyjącego w surrealistycznym kraju, jakim był PRL (może jakaś anegdota), jego wcześniejsze zmagania zawodowe edukacja, praca, projekty autobusów wAutosanie, klimat małego miasteczka na południowym wschodzie Polski. (osobiście niegdyś w tym rejonie fotografowałem oryginalny cmentarz, podobne transpozycje zauważam w obrazach Beksinskiego) iwreszcie okres życia w Warszawie, kiedy, to artysta tworzył w jednym z mieszkań wielkiego blokowiska; aż ciśnie się do głowy cytat zF. Dostojewskiego: ”Niskie powały i ciasne pokoje dławią duszę i umysł” (Zbrodnia i Kara). - Niekiedy urbaniści są świadomi, że mogą manipulować w ten sposób ludzkim spojrzeniem na świat. W czasie komunizmu system budował np. w blokach zaślepione małe kuchnie, było to powodowane m.in. tym, żeby ludzie zaprzestali wrodzonych nawyków i zaczęli jadać w stołówkach zakładowych czy barach mlecznych, gdzie była większa kontrola państwa nad nimi.Więc pytanie o rys kulturowy?


Piotr Dmochowski/ - Beksiński był zawsze samotnikiem, który ani z ludźmi ani z trendami kulturalnym się nie łączył. Miał małą grupę przyjaciół, z którymi lubił rozmawiać, ale nie mieszał się ani do życia politycznego ani do życia kulturalnego. Jego własna żona wystarczała mu zupełnie jako cały świat. Toteż prawie wcale nie wychodził ze swego maleńkiego mieszkania i choć narzekał stale na ciasnotę to tam czul się najlepiej i najbezpieczniej. Ironia chciała, że właśnie w tym bezpiecznym gnieździe, które nareszcie poszerzył, tak, iż można się było w nim swobodnie poruszać i które obwarował domofonem, kamerą przed wejściem i opancerzonymi drzwiami wejściowymi zginął tragicznie.

Poglądy polityczne miał bardzo niewyraźne. Pogardzał komunizmem, ale nie chwalił żadnego ustroju i widział ich wszystkich wady. Nie udzielał się publicznie, a jedynie czytał gazety i oglądał telewizję. Z tym, że oglądał nie informacje telewizyjne a raczej głupie amerykańskie filmy, przy których nie musiał się ani skupiać ani niczego analizować. Nigdy nie udało mi się go wyciągnąć na obiad do jakiejś restauracji i tylko dwukrotnie poszedł ze mną do Muzeum Narodowego gdzie, jak twierdził, nigdy przedtem nie był.

Mimo iż odcięty od świata, był to człowiek o niezwykłym umyśle, znakomitej pamięci i wielkim oczytaniu. Za młodu pasjonował się ciemną magią, szamanami, tarotem, naukami dalekiego wschodu również i psychoanalizą, psychiatrią oraz psychologią. Był w tych dziedzinach nie do pobicia i potrafił o nich mówić nie tylko w szalenie interesujący sposób, ale i z wielkim znawstwem.

Gdy mówił, uśmiechał się bardzo często i żartował wzbudzając u słuchaczy homeryckie wybuchy śmiechu, bo był wyjątkowo dowcipny.


J.W./ - Proszę przybliżyć historię promocji Beksińskiego podczas pierwszej wystawy i jak to się skończyło dla Pana jako miłośnika sztuki. Ile trwały przygotowania, jak wystawa była przyjęta, jakie miał Pan wyobrażenia o promowaniu polskiego artysty w świecie zachodnim, jak patrzył na to sam malarz?


Piotr Dmochowski/ - Zabierając się do promocji Beksińskiego nie miałem najmniejszego pojęcia jak się to robi i na czym to polega. Byłem tylko święcie przekonany, że znalazłem największy diament na świecie i że każdy oczywiście, kto to zobaczy wybuchnie zachwytem. Cala sprawa wydawała mi się ewidentna i nie miałem cienia wątpliwości, że świat wstanie z krzeseł i zacznie nam bić brawo.

Toteż pierwszą wystawę organizowałem z wielkim rozmachem i starannością zadłużając się w banku z każdym dniem bardziej. A to katalog, a to ramy jak najwspanialsze, a to reklama w pismach artystycznych, a to specjalne światła w galerii et c., et c. Przez prawie dwa lata przygotowywałem tę wystawę zważając na każdy detal i podpatrując jak to robią muzea i galerie.

Na koniec wystawiłem tak absurdalnie wysokie ceny na kilka zaledwie obrazów (inne wyłączyłem ze sprzedaży, bo chciałem je sobie zatrzymać), że nikt niczego nie kupił, a ja obudziłem się z mego snu „z ręką w nocniku”. Po prostu pozostałem bez grosza i z ponad milionem franków długów w banku.

Na tę klęskę Beksiński zareagował bardzo nieprzychylnie, bo sądził, że ona go tylko ośmieszyła w Polsce. Sądził też, że ja natychmiast zrezygnuje z przedsięwzięcia i że tym samym on odzyska wolność. Otóż, ja nie dałem za wygraną, co go tylko poirytowało, bo miał już dość wysłuchiwania ode mnie jak to we Francji na niego wybrzydzają i jak to znowu narażam go na śmieszność proponując jego prace tutejszym muzeom sztuki nowoczesnej. Miał on, bowiem ogromną dozę realizmu i jasności spojrzenia, której ja nie miałem i wiedział, że jego malarstwo nie może się podobać tym, którzy decydują o zachodnio europejskiej kulturze, tym, którzy wychowali się na Picasso czy na Matisie. Dlatego też do końca życia nie wierzył, że mi cokolwiek, z moich stale ponawianych prób wyjdzie i to do tego stopnia, że cały swój dorobek zostawił swej małej mieścinie, Sanokowi, gdzie się urodził 24 II 1929 roku, a nie mnie, ani żadnemu większemu muzeum. Do końca był sceptyczny i nie wierzył, że komukolwiek uda się go uczynić WIELKIM MALARZEM znanym na cały świat. Wolał małe, ale pewne i to właśnie zapewniał mu Sanok.

Nie podejrzewał jednak wielkiej mocy Internetu. O ile żadne francuskie muzeum nie chciało palcem kiwnąć, by go dać poznać tysiącom ludzi, o tyle zrobił to Internet. Dziś, dzięki mojej stronie internetowej, jak również dzięki dziesiątkom innych stron internetowych, które pokazują jego prace Beksiński jest znany na całym świecie i to lepiej niż byłby wystawiony w Luwrze.


J.W./ - Dlaczego, to, co wydaje się nam za bezdyskusyjnie reprezentatywne jako nośnik polskiej kultury, myślę o obrazach Beksinskiego, nie może zdobyć należytego uznania w świecie? Współczesne galerie na świecie nie zabiegają o obrazy Beksińskiego, jak Pan uważa, dlaczego tak się dzieje? Czy to kwestia mody czy raczej aury po „Beksińskim”, z którego zrobiono za sprawą pop-kultury np.:„horrorystę” szkodząc mu tym samym?


Piotr Dmochowski/ -Tak naprawdę, to mogę się tego tylko domyślać, bo jeśli Pan czytał moja książkę „Zmagania o Beksińskiego”, to Pan wie, że choć napisałem do DZIESIATEK galerii na świecie i nie dostałem ŻADNEJ, nawet odmownej odpowiedzi. Natomiast kilka galerii belgijskich amerykańskich i francuskich odwiedziłem sam i tam w rozmowie dostałem fragmenty odpowiedzi, które później posklejałem w całość.

Tak wiec zarzucano mu: „tani horror”, zarzucano mu zbyt staranny warsztat, zarzucano mu „anegdotyczność”, zarzucano mu, że przypomina denne okładki książek „science fiction” płodzone głównie przez Siudmaka, zarzucano mu, że tak już malowano dawniej i nie ma, co do tego wracać, zarzucano mu, że tego nikt nie kupi, bo to tchnie śmiercią i straszy i wreszcie zarzucano mu (i tu się godzę), że go nie ma na miejscu tak, by sobie wytworzyć tu (w Paryżu) grupę przyjaciół i żeby ci przyjaciele promowali go ze swej strony, żeby pozbył się swego chorobliwego lęku przed światem, zaczął sam podróżować i nauczył się obcych języków, by pisał, dawał wywiady nie tylko polskiej prasie, ale i prasie poza granicami... I tak dalej.

Wydaje mi się jednak, że główną przyczyną było przekonanie bez wyjątku galerii, że nie będą miały z Beksińskiego pieniędzy, ponieważ jego obrazów nikt nie kupi, bo tak straszą. Otóż galerie nie są po to, by promować trudnych artystów, a po to by zarabiać pieniądze. To prawda oni wszyscy absolutnie nie wierzyli, że na obrazach Beksińskiego będzie można zarobić pieniądze.

Jest taki rozdział w mojej książce „Zmagania o Beksińskiego”, w którym relacjonuje prawie słowo w słowo spotkanie i rozmowę z właścicielem pewnej dużej galerii paryskiej. Dobrze byłoby, żeby czytelnik z tym się zaznajomił, można tam znaleźć echo tych wszystkich zarzutów, które przed chwilą wyliczyłem, a które porobił obrazom Beksińskiego ( trzy dzieła przyniosłem ze sobą na spotkanie) ów właściciel galerii.

Gdy już wybudowałem w Paryżu moją własną galerie, udało mi się sprzedać Japończykom 59 obrazów Beksinskiego za milion dolarów. Wówczas, przez przypadek, powtórnie spotkałem owego właściciela galerii. Pochwaliłem się przed nim sprzedażą i przypomniałem mu jak odradzał mi zajmowanie się tym artystą „bo nigdy nie uda się Panu go sprzedać”. Był mocno zażenowany, gęsto się tłumaczył, że tak naprawdę, to on wierzył, że to się sprzeda tylko, że niedokładnie się wyraził etc.

Tak naprawdę, to tylko ja wierzyłem, że to się kiedyś będzie sprzedawało lepiej niż Picasso. I tak samo jestem o tym dzisiaj przekonany, jednak, to stanie się dopiero za wiele, wiele dziesiątków lat, gdy wiele się jeszcze wydarzy na świecie i ów „horror” Beksińskiego znajdzie swe historyczne uzasadnienie. Wtedy ludzie docenią jego prace i będą się o te obrazy - przedstawienia bili.


J.W./ - Czy Beksiński na fali mody, na neospirytzym w kulturze może zyskać czy Pana zdaniem stracić?


Piotr Dmochowski/ - Jakie są powody czyjegoś sukcesu można (i to bardzo w przybliżeniu) odpowiedzieć tylkopost factum. Jest tyle parametrów, z których składa się powodzenie, sława, owczy pęd publiczności i renoma wielkości wśród elit, że nie sposób z góry przewidzieć, który z tych parametrów lub zespołu parametrów wypali.

Pewnym jest ze Beksińskiego lubi młodzież. Ale czy jest to związane z jak Pan to nazywa, neospirytyzmem, czy tez modą na „gotyk” i muzykęhavy metal, nie wiem? Pewnym jest, że ci ludzie lubią Beksinskiego i najlepszym tego dowodem jest ilość wizyt, jakie składają mi codziennie czytelnicy pisma „Tatuaż”, które kiedyś zrobiło ze mną wywiad i opublikowało adres mojej strony internetowej.

Tą fascynacją młodzieży kieruje, jak mi się wydaje, pewien jej swoisty stosunek zarówno do śmierci jak i do niezwykłości.

W każdym jednak razie, jak to już napisałem kilka lat temu komuś, kto mi zadał podobne do pańskiego pytania; wydaje mi się, że o ile sprawdzą się prognozy naukowców zapowiadających nam kataklizm środowiskowy, a w związku z tym nieuniknione wojny, głód, zagładę i miliony trupów (a ja w to wierze i nie mam wątpliwości, że tak to właśnie się odbędzie), to Beksiński (o ile jeszcze w ogóle będzie kogoś wówczas interesowała sztuka) stanie się uosobieniem wizjonera, który, to wszystko przeczuł. Tak było ze słynnym obrazem Edvarda Muncha pt.: „Krzyk”. Po Oświęcimiu i horrorach Drugiej Wojny Światowej, ten obraz i jego autor stali się niezwykle sławni, ponieważ postać na tym obrazie ubrana jest w pasiaki.

Jeśli chodzi o odbiór Beksińskiego, osobiście prócz niezwykłego wrażenia piękna i uznania dla warsztatu, dopatruje się w tym malarstwie dwóch rzeczy: fascynacji śmiercią i katastrofizmu.

Sam Beksiński niczego programowo nie robił i o tym wszystkim świadomie nie myślał, a nawet irytował się, gdy tego się dopatrywano w jego obrazach. On, jak pisałem, nie malował, a jemu SIĘ MALOWAŁO. Ale w jego podświadomości, jestem tego pewien, działały takie właśnie mechanizmy i takie same lęki i fascynacje zagładą, śmiercią, katastrofą i zniszczeniem. Beksiński powiadał, że malowanie tego, co malował jest dla niego „bardziej atrakcyjne”, niż malowanie ładnych pejzaży. Ale ta „atrakcyjność” wynikała u niego właśnie z tych pokładów podświadomych lęków przed śmiercią, obaw przed unicestwieniem, a jednocześnie fascynacja nimi. Beksiński był katastrofistą z charakteru. I ci, którzy w głębi serca są tacy sami, a jest to częste u młodzieży, w jego obrazach znajdują ilustracje tego, co się dzieje w ich własnych podświadomych lękach przed śmiercią, i jednoczesnym jej samobójczym pragnieniu.


J.W./ - Zdecydował się Pan robić ze swojej strony wszystko, aby dzieło Beksińskiego zostało odpowiednio na poziomie rozpropagowane również i w Internecie.Ma Pan Galerię internetową http://www.dmochowskigallery.net/ poświęconą Beksińskiemu, w której jest niemal kopalnia wiedzy o malarzu, zdjęcia, filmy, fonoteka, ma Pan w zamiarze windować to wszystko na wyższy poziom?


Piotr Dmochowski/ - Jak już pisałem w blogu mojej galerii wezwania typu „Miłośnicy Beksińskiego z wszystkich krajów, łączcie się” i zachęcałem ich do przekazywania sobie nawzajem informacji o istnieniu mojej strony. Ale i bez tego owa informacja idzie swoją drogą poprzez wiele cudzych stron internetowych, które doradzają swojej publiczności udanie się pod mój adres.

Ten adres niedługo będzie uproszczony, a droga do niego ułatwiona. Bowiem stwierdziłem, że wielu moich gości, nie wiele się interesuje innymi twórcami, których czasem pokazuje i chciałoby natychmiast dotrzeć do Beksinskiego. Dlatego też za kilka tygodni, w łonie mojej galerii będzie stworzona druga galeria, wyłącznie poświecona Beksińskiemu. Będą tam jego wystawy, które w przeszłości pokazałem na mojej stronie, dokumenty filmowe, audio i biblioteka z dokumentami jego dotyczącymi.

Ma to szczególnie służyć Japończykom i innym Azjatom, którzy nie rozumieją znaków europejskiego alfabetu i wchodząc na moja stronę nie umieją się w jej strukturze rozpoznać. Chcą oni dotrzeć do Beksińskiego a nie wiedzą, co poszczególne hasła mówią. Tak wiec zaraz po haśle „JEZYKI” będzie znajdowało się hasło „BEKSINSKI”, w które będzie wystarczało kliknąć, by od razu odnaleźć wszystkie wystawy, które mu poświęciłem i całą dokumentację, która jego osoby dotyczy, a która na razie znajduje się w rożnych miejscach mojej galerii.

Ta wyłącznie jego galeria w mojej „dmochowskigallery.net” będzie stale powiększana i wzbogacana, bo choć już teraz zwiera około osiemdziesięciu godzin nagranych rozmów z nim, kilkanaście filmów i migawek filmowych, trzy tomy mojej korespondencji z Mistrzem, moją książkę o nim, „Zmagania o Beksinskiego” oraz dokumentacje dotyczącą moich prób rozpowszechnienia jego geniuszu, to i tak jest jeszcze wiele elementów, które posiadam, a które z czasem będą dodawane, tak by na koniec w pełni przedstawić obraz jego postaci.

Może kiedyś, gdy uśmiechnie się do mnie fortuna, uda mi się przetłumaczyć wszystkie książki i dokumenty na angielski, bo większość gości, którzy mnie odwiedzają posługuje się tym językiem. No, ale to jeszcze jest w sferze marzeń.


J.W./ - Panie Piotrze może na koniec jakieś Pana wolne stwierdzenia.


Piotr Dmochowski/ - Co do Beksińskiego, to raz mu się malowało dobrze, a raz źle. Nigdy zasiadając do sztalug nie wiedział czy coś z tego wyjdzie, czy też będzie to tylko bohomaz. Był trzeźwym i zdolnym do obiektywności człowiekiem, który zaraz po namalowaniu wiedział czy obraz się udał czy nie.

A sprzedawał większość swych prac dla pieniędzy, bo z tego żył. Gdyby jednak miął inne źródło dochodu, to prawdopodobnie nie sprzedałby niczego, bo lubił swoje obrazy i najlepiej czul się w ich otoczeniu. Oczywiście, gdy mu ktoś zaświecił dużym plikiem banknotów, to brała w nim gore chęć zysku. Lecz na ogół nie o wielki zysk mu chodziło, gdy sprzedawał swoje prace, a o zdobycie takich pieniędzy, które by mu pozwoliły o pieniądzach zapomnieć i swobodnie sobie malować. Malowanie było jego życiową pasją. O sławie oczywiście marzył, ale o tej wielkiej, takiej jak zdarzyła się np. P. Picasso.

Dobrze jednak wiedział, że taka sława wynika raz na wiek ze zbiegu dziesiątków, jeśli nie setek okoliczności i że takie prezenty zdarzają się równie rzadko jak zdarza się wygranie głównej wygranej w „Eurmiliony”. A z małą sławą byłoby wprawdzie jemu przyjemnie, ale nie był gotów walczyć o nią i w znoju ją zdobywać. Najlepszym dowodem na to był fakt, że jeśli ktoś; tak jak przykładowo ja Piotr Dmochowski, ganiał za jego sprawami, by nadać mu rozgłosu i uczynić go sławnym, to nigdy nie powiedział mu nawet najbanalniejszego „dziękuje”. Bo choć z lekka go łechtała - mała sława, to z drugiej strony go krępowała i przeszkadzała w pracy. A to dla tego, że zmuszała malarza do wynajdowania stale czegoś nowego, tylko po to by nie zawieść swych fanów. Toteż z wystawy na wystawę Bekiśński zmuszony był (lub raczej czul się zmuszony) do „strzelania czymś nowym”. No i wreszcie nie cierpiał być zauważanym na ulicy. To, co innych wprawia w stan euforii, to znaczy odwracające się w jego stronę wszystkie twarze gdziekolwiek byłby się znalazł, było dla niego krępujące. Był, to człowiek bardzo nieśmiały, a sława wymaga mocnych nerwów i wielkiej pewności siebie, których cech Beksiński mimo talentu nie posiadał.

Co do malowania na zamówienie, to zrobił to tylko raz w życiu, na moja prośbę i to po wielu, wielu naciskach. Zgodził się więc malować prze cztery lata cztery obrazy rocznie, bez czaszek, kości i trupów, tak by pomóc mi w sprzedaży, gdyż ryłem w tym czasie finansowo nosem o ziemie. Miały, te obrazy być opłacone (o ile pamiętam) 1200 dolarów każdy, zamiast umówionych 1000 $, tyle kosztowały wszystkie inne obrazy, które od niego nabywałem. Lecz malowanie pod zamówienie, Beksińskiemu było wstrętne, tak że odpędzlował od razu wszystkich 16, by mieć spokój. Są to obrazy, które oznakowane są z tyłu literą Z i cyfrą od 1 do 16. („Z” jak „zamówienie”). Z tych 16 tylko dwa były dobre i jeden znośny. Reszta była denna, tak, iż ze złości zagroziłem mu że zapłacę mu za nie tylko zwykłą cenę 1000 dolarów od sztuki, a nie cenę podwyższoną do 1200 $, na jaką się umówiliśmy, co do tej wyjątkowej serii. Oczywiście w końcu zapłaciłem tyle ile żądał, ale od tego czasu nawet nie wspominałem mu o malowaniu na zamówienie, bo wiedziałem, że byłby mnie pchnął nożem gdybym znów nalegał.


J.W./ - Serdecznie Dziękuję za udzielony wywiad i za udostępnienie zdjęć obrazów Zdzisława Beksińskiego na potrzeby tego wywiadu.

*
Wyślij komentarz

27.04.2009, 11:10
Od dzisiaj moja galeria zostaje podzielona na dwie części. Jedna będzie poświęcona wyłącznie Beksińskiemu. Druga wyłącznie innym artystom, których cenię i wystawiam.

Robię ten podział dla ułatwienia poszukiwań tym, którzy mnie odwiedzają. Bowiem wielu z moich gości, w poszukiwaniu artysty o którego im chodzi, gubi się w gąszczu dokumentów wizualnych, fonicznych czy filmowych poświęconych raz temu a raz innemu twórcy. Tak więc, mam nadzieję, że ktoś kto będzie szukał informacji o konkretnym artyscie, znajdzie je od dziś w prostszy i szybszy niż dotychczas sposób.
Wyślij komentarz

19.04.2009, 21:51
Pozostając wiernym silnej ekspresji w sztuce, zapraszam dziś na wystawę kilku znakomitych młodych artystów francuskich, należących do grupy „Peintres de l’agonie” („Malarze agonii”). Z góry dziękuję za komentarze gości, które, jeśli będą pozytywne, spowodują, że za jakiś czas zrobię następną wystawę, by pokazać innych, a równie znakomitych twórców należących do tej grupy.
Komentarze (4) | Wyślij komentarz

11.04.2009, 19:16
11 kwietnia 2009

Wszystkim ktorzy lubia sztuke ktora prezentuje i ktorzy odwiedzaja moja internetowa galerie, skladam dzis moje najserdeczniejsze zyczenia swiateczne.

Korzystam z okazji by juz teraz zasygnalizowac ze za kilka lub najwyzej kilkanascie dni pokaze pieciu bardzo utalentowanych, mlodych malarzy francuskich holdujacym silnej ekspresji. No i nosze sie z projektem wyodrebnienia w mojej galerii malego muzeum poswieconego wylacznie Beksinskiemu. Jego wystawy beda tam ulozone chronologicznie i wzbogacone o okolo 145 prac ktorych jeszcze nie pokazywalem.
Wyślij komentarz

14.01.2009, 00:34
O ile moi goście od dawna mogli zorientować się w moich artystycznych gustach, bo całość galerii jest natchniona duchem „ciężkim”, ponurym i katastrofalnym, o tyle będą oni zdziwieni, odkrywając, jak bliskie mi są również nostalgia i zaduma. Toteż dziś pokazuję artystkę, której zdjęcia przypominają mi moje dzieciństwo, Polskę i pełne poezji krajobrazy. Pani Baturo zachwyciła mnie swymi pracami, które odkryłem przez szczęśliwy przypadek. Dlatego też chcę się nim dziś z Wami podzielić.
Wyślij komentarz

21.12.2008, 21:36
Wszystkim przyjaciolom mojej galerii , a szczegolnie fanom Beksinskiego ktorzy odwiedzaja moja strone skladam moje najlepsze zyczenia swiateczne i noworoczne.

Jako ciekawostke dodam, ze ostatnio odkupilem kilka bardzo pieknych obrazow Mistrza, ktore dwadziescia dwa lat temu musilem sprzedac do Nowego Jorku i na Tahiti, bo mialem wowczas noz na gardle. Odnalazlem rowniez moich Japonczykow, ktorym tez zaproponowalem odkupienie od nich kilkunastu obrazow, sposrod tych ktore im sprzedalem osiemnascie lat temu. Licze ze sie odezwa i ze cos z tego wyniknie. Bo nie wiem czy obrazy ktore im sprzedalem sprzedali dalej czy tez choc czesc z nich zachowali. W ten sposob dokonczylbym odbudowy mojej kolekcji prac Beksinskiego, ktora troche ucierpiala gdy koszta paryskiej galerii wymagaly stalych nakladow a ja moglem je zdobyc tylko sprzedajac jego dziela . Tak wiec dla mnie konczacy sie rok byl rokiem szczesliwym. Mam nadzieje ze nie byl ostatnim z serii....

Precz z kryzysem!!!!
Komentarze (3) | Wyślij komentarz

09.11.2008, 14:52
9 XI 2008

Jedna z korespondujących ze mną osób przypomniała mi dzisiaj o pomyśle, który miałem kiedyś i o którym poinformowałem wówczas kilku rozmówców, a mianowicie o chęci urządzenia wystawy młodych artystów pozostających pod wpływem Beksińskiego.

Projekt ten wywołał wówczas żywe zainteresowanie wśród fanów naszego Geniusza, lecz prace, które mi zaproponowano do wystawienia, były nierównej jakości. Toteż zaniechałem projektu, lub raczej zawiesiłem go.

Dziś dochodzę do wniosku, że taka wystawa miałaby jednak sens, pod warunkiem tylko, iż wyraźnie ostrzegłbym gości mojej galerii (co niniejszym czynię), iż nie dokonuję żadnych wyborów i nie kieruję się żadnym sądem o jakości nadesłanych dzieł, a tylko udzielam miejsca tym, którzy są zainspirowani Mistrzem.

Toteż zapraszam młodych (i mniej młodych) twórców, którzy się poczuwają do tego estetycznego powinowactwa, by przesłali na mój adres pocztowy CD z ich dwoma pracami, które uważają za najlepsze i najbliższe duchowi Beksińskiego, oraz danymi osobowymi (nazwisko, imie, wiek, adres pocztowy, e-mail lub telefon).

Chcę by w ten sposób jedni mogli się porównać z drugimi oraz spotkać się nawzajem w miejscu poświęconym pamięci największego malarza wszech czasów.

Chodzi mi również o to, by krąg miłośników Beksińskiego rósł i zacieśniał więzi. Oficjalna sztuka i establishment kulturowy francuski, polski czy amerykański tępią bowiem i marginalizują sztukę fantastyczną. Ja chciałbym, choć w skromny sposób, pomóc tym, których odrzucają muzea, galerie, domy aukcyjne i pisma, dzieląc z nimi miejsce, w którym mogą pokazać choć przez pewien czas dość licznej publiczności swoje prace.

Bo moją galerię ogląda codziennie około 150 - 200 osób. Toteż może się okazać, że dzięki tej wystawie prace tego czy innego artysty będą zauważone i wyjdą z anonimowości. Kto wie?

Parafrazując żartobliwie ostatnie zdanie "Manifestu komunistycznego", kończę więc, apelując do moich gości: „Miłośnicy Beksińskiego z wszystkich krajów, łączcie się!"


Niniejszym podaję też mój adres pocztowy, na który proszę wysyłać CD z dwoma pracami w dobrej rozdzielczości, tak by mój informatyk nie miał z nimi większych trudności przy pracy. Przypominam również prośbę o króciutkie dane osobowe.

Przesyłkę proszę nadawać TYLKO POCZTĄ ZWYKŁĄ, W ŻADNYM WYPADKU POLECONĄ.

Piotr Dmochowski
5, square des Montferrants
78160 Marly le Roi,

Francja.
Komentarze (6) | Wyślij komentarz

02.11.2008, 21:10
Gorąco zachęcam wszystkich fanów Beksińskiego do szerzenia wokół siebie informacji o nim i do namawiania przyjaciół i znajomych, by obejrzeli strony internetowe, które są mu poświęcone, w tym i moją.
Wyślij komentarz

23.09.2008, 21:14
Orientuję się, że niewielu z mych gości korzysta z opcji "slideshow". Szkoda, bo to najlepsza, najwygodniejsza, a jednocześnie najlepiej pozwalająca się przyjrzeć obrazowi forma oglądania. Gorąco namawiam do spróbowania.
Wyślij komentarz

10.09.2008, 12:20
Od dawna miałem ochotę zrobić wystawę Frankowi Starowieyskiemu, którego uważam za jednego z największych żyjących polskich artystów. Zapraszam więc serdecznie wszystkich gości, którzy podzielają moje zdanie, ale i tych, którzy ponieważ nie mieli okazji bliżej poznać jego twórczości, nie mogli należycie docenić jego talentu.
Wyślij komentarz

30.07.2008, 23:52
Beksiński przygotowuje się do malowania. Materiały video artysty z 1989 roku to ostatni w tej serii film, który również trzeba zobaczyć.
Wyślij komentarz

29.07.2008, 10:08
Informuję wszystkich odwiedzających moją galerię, że długo oczekiwany film "Beksiński na codzień. Materiały video artysty." z 1989 roku jest już umieszczony w filmotece. Zapraszam do obejrzenia.
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

18.07.2008, 21:55
Lipiec 2008

Rubryka "Filmoteka" wzbogacila sie o kilka nastepnych filmow i wywiadow danych przez Beksinskiego. Za kilka dni dojda trzy nastepne, w tym dwa pozwalajace poznac go w codziennym zyciu, w otoczeniu rodziny.

Zapraszam.
Wyślij komentarz

08.07.2008, 21:09
Dziś pokazuję rzeźby i płaskorzeźby abstrakcyjne Beksińskiego z okresu lat 1955-1960. Przepraszam za fatalną jakość reprodukcji. Ponosi za to winę mój fotograf, niejaki Michał Glinicki, który kompletnie spartolił robotę.
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

25.06.2008, 12:22
Zapraszam wszystkich młodych malarzy do mojej „filmoteki”. Publikuję tam dzisiaj siedem krótkich filmów nakręconych przez samego Beksińskiego, w których pokazuje on, jak malował obrazy. Dla wszystkich, którzy interesują się jego sztuką, jest to cenny dokument, który pozwoli im zbliżyć się do sedna enigmy, która go otacza. Uwagi, którymi Beksiński opatruje owe filmy, będą z pewnością pouczającą lekcją malowania dla młodych twórców. Radzę również przeczytać komentarz mojego pióra, który towarzyszy tym filmom.
Wyślij komentarz

17.05.2008, 19:30
17 maja, 2008

Nareszcie technika pozwala na publikację w mojej internetowej galerii filmów i reportaży które posiadam na temat Beksińskiego.

Zaczynam od umieszczenia w rubryce „filmoteka” 20 minutowego filmu „Hommage à Beksinski”.

Obok filmu znajduje sie mój krótki komentarz wyjaśniający oraz dość obszerna korespondencja jaką na jego temat wymieniłem z Beksińskim

Z czasem dojdą do "filmoteki" dalsze reportaże, wywiady i migawki o Mistrzu.

Sygnalizuję że, jak na razie, jakość obrazu na ekranie komputera jest dość marna, bo zamglona i niewyraźna. Toteż z pewnością w niedalekiej przyszłości mój technik dokona odpowiednich poczynań tak, by obraz na komputerze był równie ostry jak na ekranie kinowym.

Zważywszy na głęboki konflikt jaki wywiązał sie na temat tego filmu pomiędzy Beksińskim a mną, a któremu daje wyraz zamieszczoną obok niego wymianą korespondencji, z góry bardzo dziękuję za jak najliczniejsze komentarze widzów wpisane albo do blogu, albo do złotej księgi.
Wyślij komentarz

28.04.2008, 12:35
28 kwietnia 2008

Nastepna wiadomosc dla milosnikow Beksinskiego:

Poniewaz Beksinski nieustannie sluchal muzyki powaznej i bez niej nie potrafil pracowac, totez publikuje dzis w rubryce "fonoteka" fragmenty koncertu rosyjskiego kompozytora Schnittke , ktorego tworczosc uwazal on za najlblizszego jego muzycznym gustom. Dla tych ktorzy pasjonuja sie osoba naszego Geniusza, bedzie to jeszcze jeden maly element do zrozumienia jego swiata wewnetrznego.
Wyślij komentarz

26.03.2008, 11:42
Informacja dla miłośników Beksińskiego:

Po opublikowaniu dwudziestu pierwszych godzin moich rozmów z Beksińskim w fonotece mojej internetowej galerii, szereg osób poprosiło mnie o opublikowanie dalszych. Wprawdzie wydaje mi się, że tak naprawdę to nikt nie będzie miał cierpliwości przesłuchać wszystkich 132 godzin zarejestrowanego dialogu, których się przez dwadzieścia lat moich spotkań z Beksińskim nazbierało, ale może wyrywkowo, przeskakując z nagrania na nagranie, jacyś słuchacze zapoznają się choć z większością tego materiału. Bo z korespondencji jaką prowadzę z niektórymi gośćmi mojej wirtualnej galerii z dużą przyjemnością zorientowałem się, że zwłaszcza niektórzy malarze, podczas pracy nad swoimi obrazami słuchają moich nagrań bardzo długo i że ich to interesuje.

Być może tych opublikowanych rozmów w przyszłości przybędzie zresztą bardzo wiele, bo o ile mnie w ich nagrywaniu zależało na zdobyciu dowodów przed Historią, że wykonałem misję mojego życia popularyzując dzieło genialnego malarza, o tyle Beksińskiemu chodziło o zdobycie dowodów do ewentualnego procesu ze mną przed zwykłym, państwowym sądem. Wielokroć bowiem nasze stosunki były napięte. Toteż ze swoja obsesyjną i lękliwą naturą, Beksiński podejrzewał mnie o najgorsze, a w tym również i o to, że mogę wytoczyć mu jakiś proces przed sądem, a on nie będzie mógł się obronić, bo nie będzie miał dowodów swej niewinności. Zdradził mi się więc kiedyś, że puszczał w ruch magnetofon zawsze gdy tylko otwierałem drzwi do jego klatki schodowej i zapowiadałem swoją obecność przez domofon. Tak więc nie byłbym zdziwiony gdyby muzeum w Sanoku, które jest spadkobiercą Beksińskiego i przejęło wszystko co się w jego mieszkaniu znajdowało, ogłosiło kiedyś dziesiątki dalszych taśm z naszymi rozmowami, tym razem nagranymi po cichu przez samego Beksińskiego, „bo – jak myślał uparcie, nawet po dwunastu latach naszej współpracy ten wielki człowiek - z Dmochowskim to nigdy nic nie wiadomo”.
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

24.12.2007, 16:42
Dziś wystawiam ekspresywnego rzeźbiarza francuskiego średniego pokolenia, Marc Petit, którego sześć popiersi starców odkryłem na wystawie zbiorowej w klasztorze w Auberive. Zrobiły one na mnie silne wrażenie.

Nie ograniczając się do swojej pracy plastycznej, ów Marc Petit jest jednocześnie organizatorem biennale w małym miasteczku koło Limoges, niedaleko jego własnego miejsca zamieszkania.

Tak więc, by połączyć dwie rzeczy, odwiedzenie jego pracowni oraz owego biennale, udałem się na drugi koniec Francji. I nie żałuję, bo odkryłem w tym człowieku wielkiej klasy rzeźbiarza, a na owym biennale spostrzegłem szereg twórców francuskich z nurtu ekspresywnego, których nie znałem, a którzy warci byli owych 500 kilometrów jakie musiałem pokonać, by ich prace zobaczyć. Z pewnością kiedyś do nich wrócę i niektórych z nich wystawię.

Przy okazji obecnej wystawy wszystkim gościom mojej internetowej galerii życzę miłych Świąt i udanego Nowego Roku.

Piotr Dmochowski
Wyślij komentarz

18.10.2007, 11:06
Wiadomosc dla milosnikow Beksinskiego :

Poszerzylem moja galerie o nastepna rubryke nazwana "Fonoteka" (w odroznieniu od istniejacych juz rubryk "Biblioteki" i "Filmoteki"). Zawiera ona na razie dwadziescia dwie godziny nagran moich rozmow z Beksinskim. W rzeczywistosci nagralem ich ponad sto, jednak na razie publikuje tyko ich czesc, by zorientowac sie czy tego rodzaju publikacja spotka sie z zainteresowaniem gosci.

18 Pazdziernika 2007 r.

Piotr Dmochowski
Komentarze (8) | Wyślij komentarz

10.09.2007, 15:22
Wczoraj pojechalem 400 kilometrow zeby zobaczyc w malym miasteczku, Aixe sur Vienne, niedaleko Limoges, wystawe "Au delà du corps" zorganizowana w ramach trzeciego juz czy czwartego biennale przez rzezbiarza, Marc Petit. Szkoda ze obecna konczy sie juz 16, bo jest godna podziwu i zasluguje na bardziej liczna publicznosc niz 2300 widzow ktorzy ja odwiedzili. Odkrylem na niej szereg artystow francuskich z nurtu ekspresjonistycznego o wielkim talencie. Ta sztuka jest systematycznie marginalizowana przez tutejszy establishment, choc liczy w swych szeregach wielkie postacie. Zamierzam wiec pokazc kilka z nich, rozpoczynajac od samego organizatora wystawy, Marc Petit. Mysle bowiem urzadzic mu wystawe jeszcze w tej jesieni. Juz dzis zapraszam.
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

01.07.2007, 18:33
Voir aussi le texte français du blog ci-dessous
Wyślij komentarz

01.07.2007, 15:31
Wracam z Auberive. Jestem zachwycony. Wszystkich namawiam by sie tam udali. Piekna, ogromna budowla cysterianskiego klasztoru znakomicie odrestaurowanego. A w nim piekna wystawa doskonalych artystow, starannie i z gustem dobranych. Swietne, koherentne zawieszenie. Panstwo Volot ktorzy sa wlascicielami tego wspanialego miejsca zrobili wielka i starannie wykonczona prace. Dzieki nim probilem odkrycia ktorymi postram sie jaknajpredzej podzielic z mymi goscmi. Tak wiec mysle niebawem wystawic w mojej galerii internetowej rzezbiarzy Cadiou, Bresson i Petit. To wielkie postacie o ktorych nic uprzednio nie wiedzialem, bo sztuka ekspersywna jest we Francji traktowana jak piate kolo u wozu i na ogol media lekcewaza ja i pomijaja milczeniem.

Obrazy z mojej kolekcji sa zawieszone w profesjonalny i staranny sposob. Prezentuja sie znakomicie. 20 obrazow Beksinskiego, a poza tym prace Szajny, duze obrazy Starowieyskiego, Stasysa, Walczaka, Anderle, Russeva, Szurka, Szalka, Morawetz, Wisniewskiego, Mroza i Wieczorka sa doskonale wyeksponowane.

Informuje ze do Auberive jedzie sie z Paryza okolo 3 godziny autoruta A5 w kierunku Dijon, a potem 15 km wygodna droga deparamentalna. Tak iz mozna odbyc podroz w ta i z powrotem w jeden dzien, bo w tym regione drogi nie sa zatloczone.

Wrazenie jest poprostu nie do zapomnienia !

Czekam na Panstwa komentarze po wizycie tego zaczarowanego miejsca.
Wyślij komentarz

08.04.2007, 13:27
2 czerwca 2007

Informuję wszystkich gości mojej internetowej galerii, że przez całe lato tego roku, od 30 czerwca do końca września, wystawiam 42 obrazy, w tym 20 Beksińskiego, oraz 22 innych artystów polskich (Szajna, Starowieyski, Stasys, Walczak, Wieczorek, Wiśniewski, Morawetz, Szurek, Szalek), bułgarskich, (Svetlin Russev) i czeskich (Anderle) w abbaye d'Auberive (patrz strona www.abbaye-auberive.com Adres pocztowy: Place de l'Abbaye, 52160 Auberive, tel. 03 25 84 20 20, e-mail: contact@abbaye-auberive.com)

Wystawę organizuje przemysłowiec francuski, Jean-Claude VOLOT, który jest właścicielem owego byłego klasztoru Cystersów i który zrobił z niego bardzo piękne centrum kultury. Wnętrza są imponujące. Pokazuje on tam co roku artystów, których lubi oraz organizuje koncerty muzyki klasycznej. W tym roku, obok mojej kolekcji, pokazani będą amerykańscy specjaliści od graffiti i tagów.







Niektórzy goście mojej strony internetowej pytają mnie gdzie mogliby zobaczyć obrazy Beksińskiego we Francji.

Przekazałem ich 50 do muzeum Beksińskiego w Częstochowie. Niemniej pozostało mi ich wystarczająco wiele, by zorganizować wystawę w Paryżu.

Zrobię to jednak tylko wtedy, gdy będę mógł sądzić, iż odwiedzi ją znacząca ilość osób.

W związku z tym zapraszam wszystkich paryskich admiratorów Beksińskiego do zasygnalizowania mi swej ewentualnej wizyty, wysyłając mi e-mail ze swymi danymi, tak bym mógł im wyslać zaproszenie. Gdy ilość zgłoszeń zacznie wróżyć powodzenie wystawy, rozpocznę zabiegi o jej zorganizowanie.

Piotr Dmochowski
Komentarze (5) | Wyślij komentarz

25.03.2007, 20:30
Od szeregu miesiecy zauwazam ze przecietna ilosc gosci ktorzy odwiedzaja moja galerie internetowa spedzajac w niej wiecej niz piec minut, albo ogladajac wiecej niz dwadziesica obrazow, zwiekszyla sie z 18 % do okolo 27 %. Ciesze sie z tego, bo pozwala mi to sadzic ze to juz nie przez przypadek trafiaja do mnie amatorzy sztuki, a z swiadomoscia tego co zobacza i na co z gory rezerwuja sobie wiecej czasu.
Piotr Dmochowski
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

06.03.2007, 10:42
Bylem kilka dni w Polsce i zobaczylem w telewizji projekt nowego muzeum sztuki wspolczesnej w Warszawie. Projekt zostal wyselekcjonowany przez jury ktorego skladu nie znam. Autorem projektu jest zdaje sie jakis Szwajcar.

Ogarnelo mnie przygnebienie : budowle rownie banalne, bez polotu, stereotypowe i ubogie widzialo sie za czasow PRL czesto. Dzis mozna by sie bylo spodziewac jakiegos rozmachu, piekna, oryginalnosci. A tu przyziemnosc i szarzyzna.

To ze projektu bronil jakis tam aparatczyk kulturowy z komisji muzeow moge jeszcze zrozumiec bo chodzi o stare pokolenie ludzi przyzwyczajonych do ponurych budowli PRL. Ale o projekcie wypowiedzialo sie w tej audycji telewizyjnej rowniez czworo studentow Poltechniki warszawskiej, mlodych i wydawalo by sie a priori sklonnych do nowatorstwa ludzi. Otoz kazdy z nich przyklaskiwal projektowi jakby chodzilo o wielkie osiagniecie.

To taka mamy mlodziez w Polsce?! To tacy mlodzi ludzie odwiedzaja moja internetowa galerie?! Boze co za rozczarowanie!

Pomyslec ze Frank Gehry bedzie teraz budowal piekne, wspaniale, niezwykle muzeum w Paryzu dla pewnego zamoznego kolekcjonera, ze Jean Nouvel wybudowal oryginalne muzeum na quai Branly dla sztuki tak zwanej prymitywnej, ze Pey zrobil wspanialy nowy Luwr... Mam szczescie zyc w miescie w ktorym ludzie kultury maja mniej zawezone horyzonty niz w mojej ojczyznie a i piekno ma tu swoje poczesne miejsce.

Co za ponura afera!
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

20.02.2007, 11:41
W druga rocznice tragicznej smierci Beksinskiego zapraszam do odwiedzenia w mojej galerii interetowej jego wystawy zdjec z lat 50-tych.

Przy okazji zachecam widzow do poslugiwania sie funkcja "slideshow" ktora jest najwygodniejsza forma ogladania prac.

Jednoczesnie w rubryce "biblioteka" publikuje obszerna dokumentacje zwiazana z moimi dwudziestoczteroletnimi probami popularyzacji jego dziela oraz bardzo wzbogacona bibliografie o nim.

21 lutego 2007

Piotr Dmochowski
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

24.12.2006, 13:19
Wszystkim ktorzy lubia estetyke mojej galerii zycze wszystkiego najlepszego na Swieta i na Nowy Rok. Francuskiemu establishmentowi kulturalnemu zas zycze co tylko mozliwe najgorszego.

Piotr Dmochowski
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

23.12.2006, 10:51
Kilka informacji dla odwiedzajacych moja galerie : licznik ktory sygnalizuje mi ilosc oraz pochodzenie osob ktore otworzyly moja strone pozwola mi na nastepujace stwierdzenia : przecietna ilosc gosci dziennie wynosi miedzy 130 a 180 osob. W tym 18 procent sa to ci ktorych estetyka ktora propaguje jakos interesuje. Wnosze to z tego za albo otworzyli wiecej niz 20 zaslon (czyli obejrzeli conajmniej dwadziescia prac) albo ogladali moja galerie ponad 5 minut. Jakies 3-4 procent zbliza sie do jednego z tych dwoch kryteriow ale ich nie osiaga. Reszta, to znaczy okolo 80 procent to ludzie ktorzy rzucaja okiem i ida dalej. Tych zawartosc mojej strony albo nie interesuje albo mysla ze do niej kiedys wroca gdy beda mieli wiecej czasu zeby obejrzec dokladniej.

Wsrod zwiedzjacych miazdzaca wiekszosc pochodzi z Polski. Francja stoi na drugim miejscu a potem Stany Zjednoczone. Reszta pochodzi z calego swiata, nawet z Chin. Prawie nikt z Afryki.

Najwiecej zwiedzajacych interesuje sie Beksinskim i, poslugujac sie tym haslem trafia do mojej galerii. Ci dwiedzaja galerie wielokrotnie wracajac do niej czasemi po kilkanascie razy. Oni tez najczesciej pisza do mnie e maile wyrazajac opinie o galerii i o wystawach.

Z tych e mali wnosze ze sa to raczej ludzie w pewnym wieku. Mlodziez albo sie nie wypowiada albo jest w mniejszosci.
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

19.11.2006, 22:20
Niedlugo mysle opublikowac w mojej wirtualnej galerii obszerna korespondencje jaka od lat prowadzilem z wieloma ludzmi na temat Beksinskiego.

Jesli jakies osoby nie zycza sobie bym ich listy do mnie na ten temat publikowal, z gory dziekuje za zasygnalizowanie mi tego. Wprawdzie nie ma tam zadnych spraw intymnych i prywatnych, ale na wszelki wypadek wolalbym by kazdy kto do mnie pisal na temat Beksinskiego mogl zawczasu poprosic o przemilczenie jego wypowiedzi.

Przypominam moj e mail : p.dmochowski@noos.fr
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

12.11.2006, 19:21
12.11.2006, 19:21
Drogi Panie Wojtku,

Ja jestem wręcz pasjonalnym zwolennikiem kary śmierci i niejednokrotnie chętnie bezpłatnie zastąpiłbym kata, gdyby ten zachorował. W tym wypadku nie miałbym żadnych skrupułów samemu tego drania powiesić.

Piotr Dmochowski
Komentarze (3) | Wyślij komentarz

09.11.2006, 20:33
09.11.2006, 20:33
Sygnalizuję wszystkim zainteresowanym postacią i twórczością Beksińskiego, że dzisiaj, 9 listopada 2006 r., jego morderca - Robert Kupiec - został skazany przez sąd w Warszawie na 25 lat więzienia. Jego wspólnik, Łukasz Kupiec, został skazany na 5 lat więzienia. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny i obaj skazani prawdopodobnie złożą apelację.
Komentarze (4) | Wyślij komentarz

03.11.2006, 22:01
Il y a quelques jours je suis allé à Bruxelles pour voir l'expo de Spilliaert. Le lendemain, je devais aller avec ma femme à Düsseldorf pour voir celle de Bacon. Mais la première a fait sur moi une si grande impression que je suis resté en Belgique pour la revoir encore une fois. Et je ne suis pas allé à Düsseldorf.

Je ne le regrette pas. Je connaissais déjà Spilliaert pour avoir visité le petit musée à Ostende où il y a plusieurs tableaux de lui. Mais ce que j'ai vu à Bruxelles a été dix fois plus fort car là ils lui ont fait une grande retrospéctive qui permétait de se clairement rendre compte. qu'il s'agissait d'un génie.

Je n'ai ressenti de si puissante émotion qu'à la première rencontre avec les tableaux de Beksinski, à Lodz, en Pologne, en 1976.
Wyślij komentarz

02.11.2006, 10:35
Je suis allé le lundi dernier voir la FIAC. Je le fais tous les ans pour qu'on ne puisse pas me dire que j'accuse sans connaître. Comme c'est généralement le cas c'est une montagne de merde que j'y ai trouvée.

Dieu, quand est-ce qu'enfin les gens ouvriront les yeux pour constater que ce sont au mieux les objets de curiosité et d'amusement pour badeaux qu'on y présente, mais non les oeuvres dont devrait jaillir ce qui est essentiel dans l'art : l'émotion et la beauté ?

Est-ce qu'il ne se trouvera jamais parmi les "spécialistes" un seul "Juste" pour avoir le courage de crier publiquement dans les medias à l'imposture et pour se revolter ?!

Chaque visiteur de cettr foire à la camelote se dit tout bas ou à son compagnon : "quelle nullité, mon Dieu !". Mais nul n'ose grimper sur les toits pour le crier au monde.
Wyślij komentarz

01.11.2006, 11:05
01.11.2006, 11:05
Od wielu już miesięcy męczę się nad zebraniem, poklasyfikowaniem i zeskanowaniem całej dokumentacji o mych wysiłkach, trwających od 23 lat, zmierzających do spopularyzowania, zwłaszcza na Zachodzie, sztuki Beksińskiego.

Jest tego wiele tysięcy stron, ale powoli praca dobiega końca. Myślę, że uda mi się oddać całość informatykowi do umieszczenia wszystkiego w rubryce "biblioteka" niniejszej galerii jeszcze przed końcem roku.

Celem moich wysiłków jest, by ci, którzy będą chcieli coś napisać o Beksińskim, znaleźli w tej dokumentacji źródło użytecznych informacji.

Zastanawiam sie tylko, czy rzeczywiście ktoś otworzy ową dokumentację i coś z niej zaczerpnie.

Pociesza mnie tylko fakt, że moja korespondencja z Beksińskim oraz moja ksiażka "Zmagania o Bekińskiego", które opublikowałem w mej "bibliotece", zostały pobrane przez kilka tysięcy ludzi. A wiec ktoś to jednak czyta.
Komentarze (1) | Wyślij komentarz

31.10.2006, 12:37
-
Komentarze (3) | Wyślij komentarz

30.10.2006, 21:56
-
30.10.2006, 21:56
Jeśli prawdą będzie to co zapowiadają nam naukowcy, że za kilkadziesiąt lat zwali się na świat katastrofa ekologiczna, która będzie przyczyną śmierci setek milionów ludzi, to sądzę, że malarstwo Beksińskiego stanie się wówczas równie symbolicznym przeczuciem, jak przeczuciem był "Krzyk" Muncha, którego postać nosiła (na jednej z wersji) posiak, taki jakie w kilkadziesiat lat potem mieli nosić więźniowie z obozów koncentracyjnych.

Ciekaw jestem, co o tym myślą dziś młodzi fanowie Beksińskiego, którzy za owe kilkadziesiąt lat będą właśnie tymi, na których zwalą się susze, powodzie, głód, ucieczki milionów przed śmiercią, a w związku z tym wojny i przemoc?

Ja natomiast jestem szczęśliwy, że mnie już wtedy nie będzie. Mój wiek gwarantuje mi śmierc jeszcze w czasach pokoju, spokoju i braku niepokoju. Wprawdzie nie pamiętam wojny, nigdy nie zaznałem głodu, nie musiałem uciekać przed powodziami lub cierpiałem na brak wody do picia, ale łatwo to sobie wyobrażam po tym, co się ogląda w mediach.

Toteż nawet za cenę poznania tego, co było w głowie Beksa w trakcie malowania jego apokaliptycznych wizji, nie chciałbym dożyć czasów, których dożyją (ale czy przeżyją?) młodzi miłośnicy sztuki naszego geniusza
Komentarze (2) | Wyślij komentarz

język | wybór strony | obecna wystawa | byłe wystawy | nowości

księga gości | o galerii | o właścicielu galerii | linki | logowanie | kontakt | webmaster